Toruński syndrom

W tym roku o Toruniu dużo się pisze. Porażki i frustracje to zawsze nośny temat przynoszący wiele kliknięć, zwiększający nakład czy podnoszący oglądalność. Wiele znakomitych osobistości żużlowego świata mówi z chęcią o tym, co się dzieje w Grodzie Kopernika. Zaś kolejne upadki Adriana Miedzińskiego przyciągają większą uwagę niż historyczny wynik toruńskich koszykarzy. Co się dzieje w Toruniu??? Otóż nic nowego- choroba trwa od lat.

Przyjrzyjmy się więc syndromowi toruńskiej choroby. Kogoś dziwi forma Chrisa Holdera, ale Australijczyk jeździ na swoim poziomie. Kalkulowana średnia meczowa powyżej 8,00 punktów zdarzyła się tylko w latach 2012-2013. Potem było już tylko średnio. Przebłysk zdarzył się w zeszłym roku, głównie dzięki dobrym występom na Moto Arenie. Tak się zastanawiam, ile razy - mimo regresu wynikowego - Holderowi udało się wywalczyć podwyżkę???

Adrian Miedziński w roku 2012 był najsłabszym z czterech filarów toruńskich ,,Aniołów”. Biorę pod uwagę również obcokrajowców, bo tytuł najlepszego Polaka w toruńskim zespole mocno się zdewaluował. Rok 2013 to zwyżka wyników, ale później... W tym roku kibice powinni się tylko cieszyć. Obecnie KSM Adriana to 6,44 punkty. Lepszy niż przez ostatnie dwa lata. Idea stawiania na wychowanków posunięta do granic. Teatr absurdu, którego nie powstydziłby się Samuel Beckett.

Weźmy Michaela Jepsena Jensena. Nie będę się nad nim znęcał. Z prostej przyczyny - nie mam podstaw. Facet lubi klub, w którym jeździ. Jest żużlowcem wręcz staromodnym, jeźdźcem z czasów mojego dzieciństwa, kiedy chodziło się na mecze, by podziwiać w każdym biegu jazdę drużynową. Jak mawiał klasyk żużlowego komentarza ,,zobaczyli się obok siebie…”. Speedway zawsze kojarzy się nam z prędkością, walką, z atakiem. Michel J. Jensen pokazuje ,,żużel defensywny”, ale nie mniej atrakcyjny dla oka. Wydaje się, że na pozycji zawodnika drugiej linii czuje się jak ryba w wodzie. Podobnie jest na torze, kiedy atakuje go nawet dużo szybszy zawodnik. Czasem mam wrażenie, że w młodości, gdy uczył się jeździć na duńskich minitorach, ktoś specjalnie dawał mu wolniejsze motocykle, żeby nauczył się bronić przed atakami. Obwiniać Jensena za cokolwiek nie wypada. To tak jakby obwiniać pracującego 15-latka, że nie zdoła utrzymać siedmioosobowej rodziny. Po prostu nie wypada.

Przepiękny stadion, barwni właściciele, brawurowa ucieczka z Zielonej Góry. To wszystko sprawia, że toruński klub jest dobrym nośnikiem medialnym. Wokół takich nośników narasta zawsze sporo mitów. Mit, który pierwszy rzuca się w oczy ,,pieniądze nie jeżdżą”. Jeżdżą, jeżdżą i to z dobrym skutkiem. Jason Doyle czy Bartosz Zmarzlik nie jeżdżą w ramach żużlowego czerwonego krzyża. W żużlu jeździ pieniądz. Pytanie tylko, jak się go wydaje i na kogo. Na szczęście kasa wydawana podczas podpisywania kontraktów i racjonalność jej wydawania to nie moja sprawa. Nie idzie z mojej kieszeni, a kto bogatemu zabroni??? Szkoda tylko toruńskich fanów. Jak tak dalej pójdzie, niedługo ojcowie, którzy nauczyli krzyczeć swoich 3- letnich synów ,,Apator, apator!!!”, będą do końca życia się zastanawiać: ,,Boże, co ja temu dziecku uczyniłem???”.
Trwa ładowanie komentarzy...