Pogoda na obłęd

Człowiek patrzy w telewizor i wydaje się, że w Polsce jest coraz więcej osób niepoczytalnych. Plażing, smażing, parawaning i inne nowo powstałe zjawiska socjologiczne nagłośnione przez media wyraźnie dają nam to odczuć. Czemu nagłośnione? Ostatni raz byłem we Władysławowie niemal dekadę temu. Nic się nie zmieniło. Wtedy też trzeba było wstawać bladym świtem, żeby zobaczyć Bałtyk. Tylko teraz mamy ludzi bardziej obytych z social media.

Wyobrażam sobie właśnie takiego typowego polskiego ,,Janusza”. Pięć parawanów, słońce właśnie leniwie gramoli się w górę, a ten wbija zawzięcie kijki od tych parawanów w plażę. Oczywiście dzień wcześniej wyliczył jak muszą być ustawione, żeby zagarnąć jak najwięcej miejsca. Koniecznie chce się odgrodzić od innych ludzi – taka oblężona twierdza. Zaraz mi się Henning Berg nasuwa na myśl.

Wiecie jak to jest. Trenerzy z piłkarskich zaścianków naoglądają się konferencji prasowych Jose Mourinho, a potem próbują wdrażać to do swojego warsztatu. Bezwiedne papugowanie jednak nigdy nikomu nie wyszło na zdrowie. Dzięki temu mamy trochę parodii, pastiszu, dramatu i koniec końców tragedię. Trudno się dziwić, że większa część piłkarskiego społeczeństwa uważa, że Norweg przebywał na słońcu zbyt długo.

Na plażach nie brakuje całych rodzin pstrykających sobie zdjęcia. Zależy im by wszystko wypadało jak najlepiej. Przechodzą koło SPA napiszmy, że tu byliśmy zakwaterowani. Na plaży ktoś ulepił piękną rzeźbę z piasku… kolejne zdjęcie, stosowny komentarz i już jesteśmy mistrzami piasko – rzeźby. Trochę tak jak w Lechu Poznań. Ile środków marketingowych i czasu zużyto na modelowaniu w opinii publicznej poglądu, że w poznańskim klubie dzieje się coś naprawdę wyjątkowego.

Przekaz medialny był taki, jakby przy Bułgarskiej grał zespół formatu Wisły Kraków ery Henryka Kasperczaka. Okazało się, że to puste słowa nie poparte argumentami. Wydaje się, że w Lechu myślano że wszystko odbędzie się jak na osiemnastowiecznych Karaibach w czasach piractwa. Podjedzie ligowy autobus z logo poznańskiego zespołu, a przeciwnicy wywieszą białą flagę niczym statki handlowe na widok pirackiej bandery.

Niestety dla mistrza (misia) Polski Lech to nie ,,Queen Anne’s Revenge” czy ,,Ranger”, a Maciej Skorża to nie Edward Thatch (Czarnobordy) lub Charles Vane. Nikt przed Lechem nie uklęknął, nikt nie chylił karku. Tak samo jak nikt nie zachwyca się zdjęciami na których jedyne co jest prawdziwe to desperacja autorów, którzy chcą przekonać odbiorcę fotki o jej prawdziwości.
Trwa ładowanie komentarzy...