O autorze
Nazywam się Łukasz Chrzanowski. Szczęśliwy maż i ojciec, kiedyś dziennikarz. Będzie to miejsce w którym przeczytacie teksty o sporcie i jego dyscyplinach szczegółowych: piłce nożnej i żużlu. Incydentalnie o hokeju i koszykówce. Na siatkówkę się nie zapowiada.

Bóg pobłogosławił MLS

Niestety nie jestem w stanie przeskoczyć barier czasowych. Chce więcej pisać, więcej czytać, więcej oglądać. Dużo więcej czasu chce poświęcić rodzinie. Niestety nie mogę. Doba wciąż ma tylko 24 godziny, a moja żałosna ludzka powłoka ciągle domaga się chociaż śladowych ilości snu.

W jakiś niewytłumaczalny sposób w mojej głowie zaświtała myśl dotycząca dyscypliny sportu jakiej miał być poświęcony ten tekst. Musiała to być piłka nożna. Nie może być tak, że nie dość że pisze raz na kwartał to tylko o żużlu.

Będę dziś do bólu szczery. Musiałem odchorować finał Ligi Mistrzów – od dziecka jestem kibicem Juventusu Turyn. Kibic od kołyski. Jeszcze nie lubiłem piłki nożnej, a moim ulubionym klubem byli ,,Biało – Czarni”. Być może to oznaka obłędu, ale wierzyłem że Barca jest do ogrania. Wierzyłem, że posiadając lepszego bramkarza, obrońców i pomocników, a słabszy atak można wygrać tak ważny mecz jak finał LM. Niestety piłkarze ukochanego zespołu okazali się tylko ludźmi. Zwykli śmiertelnicy z Barceloną wygrać nie mogą.

Potrzebowałem czasu, aby dojść do siebie. Zaowocowało to totalnym odpuszczeniem Copa America i zagłębieniu się w biografię Andrei Pirlo ,,Myślę więc gram”. Generalnie już sam tytuł przykuwa uwagę. Piłkarz piszący o tym, że myśli to już coś niespotykanego. Jednak taki jest właśnie Pirlo. On jest uosobieniem myśli dotyczącej futbolu. Jest to jeden z niewielu piłkarzy u których podczas gry widać proces myślowy. Zwykle widać automatyzm odruchów, wyuczone (wytrenowane) zachowania. Coś czego spokojnie można nauczyć małego pieska.

Z Pirlo było inaczej, u niego było widać myśl. Na boisku zdawało się, że nigdy nie wykonuje niepotrzebnych ruchów. Zawsze jest tam gdzie powinien i kiedy powinien być. W jego przypadku nie dochodziło do niepotrzebnego wydatku energetycznego. Andrea na boisku był do bólu ergonomiczny.

Szefostwu i sztabowi szkoleniowemu Juve pozostaje żałować, a Amerykanom się cieszyć. Pirlo jest już zawodnikiem New York City. Piłka nożna w tamtym zakątku świata dynamicznie się rozwija. Amerykanie chcą się uczyć, mają na to środki i co ważne coraz częściej mają od kogo. Bóg pobłogosławił Major League Soccer i jej sympatyków – podarował im największy piłkarski dar. Tym darem jest Andrea Pirlo.
Trwa ładowanie komentarzy...