O autorze
Nazywam się Łukasz Chrzanowski. Szczęśliwy maż i ojciec, kiedyś dziennikarz. Będzie to miejsce w którym przeczytacie teksty o sporcie i jego dyscyplinach szczegółowych: piłce nożnej i żużlu. Incydentalnie o hokeju i koszykówce. Na siatkówkę się nie zapowiada.

To wszystko wina szwagra

Są na świecie prawdy, które nie podlegają dyskusji. W życiu można zwątpić praktycznie we wszystko. Jednak są uniwersalne wartości. Jedną z nich jest teza, że jeżeli horyzont zdarzeń naszej rzeczywistości zaczyna niebezpiecznie fluktuować w jakimś dziwnym kierunku to przeważnie (zawsze) jest to wina szwagra

W piątek 15 maja obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Rodziny. Ja cały bity cały dzień spędziłem ze swoim piętnastomiesięcznym synkiem. Naprawdę ciągnie go do żużla. Gdy kiedyś znajomym z pracy pokazałem jego zdjęcie jeszcze jak był u mamy pod sercem, jeden z kolegów stwierdził, że ma sylwetkę Jasona Crumpa. W pierwszych miesiącach życia podczas karmienia w trakcie żużlowej transmisji jak tylko usłyszał motocykle odwracał się od mleka mamy oglądał bieg, a gdy ostatni żużlowiec zobaczył flagę – szachownicę wracał do konsumpcji. Innym razem gdy w telewizji leciał Król Lew Michał stwierdził, że nauczy się posługiwać pilotem od TV i przełączył na mecz żużlowy. Poważnie myślicie, że to przypadek?

Jednak jak tak dłużej się zastanowić to mój syn nigdy nie zobaczy prawdziwego żużla. Nie pozna zawodników, których poziom sportowy po prostu przerastał tych aktualnie występujących. Co z tego, że mają szybsze motocykle? Umiejętności im brakuje. Ostatnio ciągle czytam utyskiwania na tory żużlowe. Ten nierówny, ten zbyt grząski, a ten zbyt niesymetryczny, a tamten za blisko cmentarza. Dajmy sobie na wstrzymanie. Kiedyś, żeby usłyszeć narzekania na tor Bydgoska Polonia musiała zrobić na pierwszym łuku Dolinę Pięciu Stawów Polskich, a na drugim Czarny Staw Gąsiennicowy. Mało tego nawet jak się narzekało to i tak zawodnicy walczyli do ostatniego tchu. Na szczęście w godzinach wieczornych pojawił się Szwagier. Podczas wizyty padł zwrot ,,dawno się tak nie zresetowałem jak dziś”. Pomyślałem: ,,A co mi tam… też się resetuje”. Przestałem się zamartwiać. W końcu jutro Grand Prix.

Jakie to jest szczęście, że żużel miał rozpocząć się godzinę wcześniej. Obejrzałem jeden bieg, drugi, trzeci i tak do szóstego. Następnie zresetowałem… TV. Poważnie to był żużel? Dlaczego zawody żużlowe nie mogą wyglądać jak piąty bieg z meczu Gorzów vs. Leszno z 10.05.2015.



Z Finlandii wiało tak nudą, że kuszącą alternatywą zaczęły być ,,Kuchenne reweolucje”. Naprawdę chciałem te zawody obejrzeć. Niestety okazały się one jak polski rząd – nawet jakby człowiek chciał to i tak nie da się ani na to patrzeć, ani lubić.

Najbardziej byłem ciekaw jeźdzców ekipy z Gorzowa. Właśnie ich forma przykuwa uwagę. Mistrz Polski dostaje ostro po głowie. Piotr Paluch ma nie lada zmartwienie. Pierwsze pytanie czy każdy z nich ma jakiś swój indywidualny problem, który trzeba rozwiązać za nim sprawy pójdą do przodu. Czy może jednak to jakaś forma zachowania zbiorowego i inteligencji kolektywnej? Żużel mimo wszystko jest sportem szalenie indywidualnym. Każdy jeździec ma swoją ekipę i funkcjonuje w kilku zespołach w różnych krajach. To daje więc nieprawdopodobną ilość różnego rodzaju problemów (i ich rozwiązań).

Stal moneymakes… dajcie spokój. Nie przejdzie mi to przez klawiaturę… Ekipa z Gorzowa podejmie KS Toruń. Raczej się przełamie. Pytanie tylko w jakim stylu? Jakie to ma znaczenie. Wszystkich i tak przyćmi debata prezydencka. Nie wiadomo tylko czy będziemy aż tak bardzo śmiać się czy płakać. Co by się nie działo, zawsze można się po wszystkim zresetować.
Trwa ładowanie komentarzy...