Pierwsza kolejka dla nałogowca…

Pierwsze ściganie się po przerwie zimowej jest dla kibica żużlowego tym czym pierwsza kolejka dla nałogowca. Ulga, ekstaza i nienasycenie… człowiek będzie chciał jeszcze i jeszcze. Liga to już nie jakieś śmieszne sparingi czy turnieje o fikcyjną stawkę. Żadna imitacja tylko prawdziwe ściganie. Najgorsze jest, że powinniśmy już to dostać tydzień temu.

Ligę w tym roku formalnie otwiera nam druga kolejka rozgrywek. Pierwsza została zawczasu odwołana podobno przez pogodę. Fogo Unia Leszno podejmie beniaminka z Grudziądza. Goście jadą na tak zwanym zdrowym rozsądku. Wolą spaść (raczej nie spadną - jest przecież Rzeszów) , niż zadłużać się aby potem nie podzielić losu Włókniarza czy Wybrzeża. Podpisanie umowy z Tomaszem Gollobem gwarantuje wzrost rozpoznawalności klubu. Gollob w jakiej dyspozycji by nie był to zawsze Gollob. Ciekawe jak sobie poradzi w nowej roli gwiazdy walczącej o utrzymanie.

W leszczyńskiej Unii niektórzy zaczęli się dopatrywać mistrzowskiego Dream Teamu. Poważnie? Serio? Unia niewątpliwie bardzo się wzmocniła przez transfer Emila Sajfutdinowa, ale żeby zaraz mistrz Polski. Nie sądzę. Zwłaszcza, że zestawienie juniorów w Lesznie to jednak niewiadoma. Nie mówiąc już o wzajemnym docieraniu się prezesa i udziałowca (panowie Rusiecki i Dworakowski)

Mistrz polski jedzie do Tarnowa po pierwszy skalp. O Stali nie ma za bardzo co pisać. Skład jaki był taki i jest. Niby wszystko po staremu, ale… No właśnie. Krzysztof Kasprzak bardzo by chciał być drugim Tomkiem Gollobem w lidze i Tonym Rickardssonem w Grand Prix (albo odwrotnie). Czasem jak się bardzo chce to wtedy nie wychodzi najbardziej. Co stanie się z forma Nielsa Kristiana Iversena po kontuzji i po zmianie tłumików. Najlepsze wyniki Duńczyk osiągał, gdy wprowadzono nowe konstrukcje na które wszyscy narzekali.

Tarnowska Unia natomiast to klub dwóch pewnych punktów: Janusza Kołodzieja i Martina Vaculika. Reszta może zaskoczyć, ale nie musi. I to jest właśnie zasadniczy problem we dwójkę żadnego meczu nie idzie wygrać.

Do Torunia przyjedzie wrocławska Sparta. Drużyna gospodarzy to w sumie niezła ekip, która powinna powalczyć w każdym meczu. Ma jednak ona sporo znaków zapytania. W przypadku kontuzji (a taka przydarzyła się Adrianowi Miedzińskiemu) do składu musi wskoczyć albo junior albo Wiktor Kułakow. Wtedy zaczną się schody. Języczkiem uwagi będzie tutaj Jason Doyle. Trzydziestolatek, który nigdy nie startował w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Będzie miał do pogodzenia starty w trzech ligach i cyklu Grand Prix.

Moja prywatna prośba niech nikt nie czeka jak na zbawienie na powrót Darcy Warda. Nie tak dawno torunianie odkurzyli po długiej przerwie jednego kangura (Ryana Sullivana). Jakoś zdecydowanie im nie pomógł. Naprawdę ktoś sądzi, że Darcy wróci latem i będzie pykał po 10-12 punktów? W dodatku przez cały ten czas będzie w Australii. Spędzi czas w specjalnie przygotowanej pustelni, a żywić się będzie tylko szarańczami i korzonkami, natomiast czas wolny będzie upływał mu na medytacji. Naprawdę ktoś z Was tak myśli?

Wrocławianie mają dwa wytatuowane pewne punkty zespołu (Tai Woffinden i Maciej Janowski). Dla trenera Piotra Barona pewnie fajnie byłoby gdyby Michael Jepsen Jensen wniósł się w końcu powyżej średniej biegowej 2,00. Nie udało mu się to jeszcze w żadnym polskim klubie.

W grodzie Bachusa nie będzie za to meczu żużlowego. Będzie masakra Żurawi. Nie można się spodziewać innego przebiegu spotkania, niż ekipa z Rzeszowa podążająca ospale za czarnymi smugami. Czemu smugi? Tylko tyle zobaczy drużyna przyjezdnych. Wydaje się, że Falubaz ma najbardziej zbilansowany zespół. Zawsze jednak pozostają jakieś, ale… Andreas Jonsson wydaje się od jakiegoś czasu wypalony, Jarosław Hampel pod koniec zeszłego sezonu toczył słowne potyczki z szarą eminencją Falubazu Robertem Dowhanem, Grzegorz Walasek i Piotr Protasiewicz wyglądają, jak dwa samce alfa, które zaraz mają sobie skoczyć do oczu. Nic tylko bomba z opóźnionym zapłonem w dodatku z logo Myszki Micki.

Oj będzie się działo. Dlatego nie ma tracić czas na próżne gadanie, wszystko i tak zostanie zweryfikowane przez życie. Zbyt dużą ilością gadanie tylko zepsujemy sobie smak niespodzianek.
Trwa ładowanie komentarzy...